Wczytywanie teraz

Śrem: demograficzna bomba tyka pod szkołami. Radni biją na alarm

Za siedem lat do pierwszych klas w całej gminie Śrem może trafić zaledwie 209 dzieci. Podczas ostatniej sesji rady gminy radni nie tylko przedstawili niepokojące prognozy, ale i starli się z władzami w sprawie likwidacji stanowisk wicedyrektorów. Czy miasto jest gotowe na brutalne konsekwencje niżu demograficznego?

Sala obrad wypełniła się napięciem, gdy radni wzięli pod lupę przyszłość śremskiej oświaty. Dyskusja, choć zaczęła się od kwestii kadrowej, szybko urosła do rangi poważnej debaty o tym, czy gmina udźwignie finansowo sieć jedenastu szkół w obliczu dramatycznego spadku liczby uczniów.

Wicedyrektorzy na celowniku. Radni mówią: to błąd

Punktem zapalnym sesji stała się grupowa interpelacja dziewięciu radnych, zainicjowana przez Adama Lewandowskiego. Jej przedmiotem były plany likwidacji stanowisk wicedyrektorów w śremskich placówkach oświatowych. Radni są zgodni: to rozwiązanie, które może poważnie zaszkodzić jakości nadzoru i bezpieczeństwu uczniów.

Szczególnie mocno zabrała głos radna Katarzyna Sarnowska, wskazując na Szkołę Podstawową nr 5 – największą podstawówkę w regionie. Jej zdaniem przy tak dużej liczbie uczniów drugi dyrektor to nie luksus, lecz konieczność. Sarnowska nie ukrywała przy tym irytacji nieobecnością burmistrza na posiedzeniu komisji oświaty, gdzie temat był szczegółowo omawiany.

209 dzieci na 11 szkół. Matematyka jest bezlitosna

Najpoważniejszy sygnał alarmowy wybrzmiał z ust radnego Piotra Mulkowskiego, który przedstawił prognozy demograficzne dla gminy. Liczby są bezwzględne:

  • za 7 lat do klas pierwszych w całej gminie trafi zaledwie 209 dzieci
  • gmina utrzymuje obecnie 11 szkół
  • już dziś budżet wymaga dopłat do każdego ucznia w systemie

Mulkowski nie owijał w bawełnę: jeśli część rodziców zdecyduje się na placówki spoza gminnej sieci, śremskie szkoły staną przed brutalną walką o każdego ucznia. Jego apel był konkretny – Komisja Oświaty powinna pilnie opracować strategię demograficzną, zanim problem wymknie się spod kontroli.

Świetlica ważniejsza niż renoma szkoły?

Zaskakujący wątek do dyskusji wniósł radny Bartosz Żeleźny, który zwrócił uwagę na zmianę w zachowaniach rodziców. Z jego obserwacji wynika, że przy wyborze szkoły coraz rzadziej liczy się tradycja czy wyniki nauczania.

Decydującym kryterium stają się natomiast godziny otwarcia świetlicy. Funkcja opiekuńcza staje się kartą przetargową w rywalizacji między placówkami – i żadna szkoła nie może sobie pozwolić na jej lekceważenie.

Co dalej? Radni proponują ankiety dla rodziców

Adam Lewandowski zaproponował konkretny krok: przeprowadzenie szerokich badań ankietowych wśród rodziców, które pozwoliłyby zrozumieć, czym kierują się przy wyborze placówki i co decyduje o omijaniu konkretnych szkół. Bez tej wiedzy – przekonywał radny – trudno o racjonalne decyzje w polityce oświatowej.